This time, baby, I'll be bulletproof

niedziela, 29.stycznia.2012, 16:29
Do I have to change my name?
Will it get me far?
Should I lose some weight?
Am I gonna be a star?
I tried to be a boy,
I tried to be a girl
I tried to be a mess,
I tried to be the best
I guess I did it wrong,
That's why I wrote this song
This type of modern life - Is it for me?
This type of modern life - Is it for free?

Patrzę sobie na ten mały bajzel, który powstał przeze mnie i aż ciśnie mi się na usta piękne zdanie went better than I expected. To niesamowite, ilu ludzi nadal mnie krytykuje lub chwali, ile moich starych zdjęć wciąż trafia na różne strony. Myślałam, że zapadnięcie ludziom w pamięć zajmie mi dużo więcej czasu i będzie bardziej pracochłonne. A tu proszę, od sierpnia do października wstawiałam jakieś debilne zdjęcia, pisałam głupoty i robiłam z siebie idiotkę, a jak mi się znudziło, to po prostu zniknęłam.
Od trzech miesięcy się nie udzielam, żyję swoim życiem, czasem opublikuję coś na facebooku czy tumblru; jestem zupełnie inną osobą niż mnie zapamiętali ludzie śledzący mojego fotoblożka i oglądający mnie na pino. Mimo to ciągle słyszę [czytam] Etsuko Keehl to, Etsuko Keehl tamto. Na początku trochę mnie to przerażało, zdałam sobie sprawę z tego, że w internecie nic nie ginie. Są rzeczy, których poniekąd żałuję i boję się, że nigdy się od nich nie uwolnię, ale sama jestem sobie winna, za głupotę się płaci. Show must go on, pozostaje mi tylko śmiać się z dawnej siebie. 

Ale nie o kulisach swojego internetowego lansu chcę pisać, bo ani to nie jest zbyt interesujące, ani też zbytnio nie ma się czym chwalić. 
Chyba znowu potrzebuję czegoś w stylu publicznej spowiedzi. Pomaga mi to.

Czasem czułam się źle, gdy ktoś śmiał się z mojego wyglądu. Nie oszukujmy się, ten, kto najgłośniej krzyczy, że ma wyjebane, jest często najbardziej wrażliwy na docinki :) Z jednej strony pisałam o samoakceptacji, o pracy nad sobą, z drugiej płakałam nad własnymi niedoskonałościami. Zdaję sobie sprawę, że był okres, kiedy pogubiłam się w tym wszystkim, robiłam z siebie kogoś, kim nie jestem. Zawsze miałam z tym problem, od dziecka wolałam odgrywać różne postacie, przebierać się za idoli z telewizji. Do czwartego roku życia nie wiedziałam nawet, jak naprawdę się nazywam. Nie chciałam wiedzieć. Do dzisiaj moje prawdziwe imię figuruje jedynie w dokumentach i jest używane tylko w godzinach 8.00-15.00 przez nauczycieli w szkole.

Dzisiaj przejrzałam kilka swoich zdjęć i popatrzyłam w lustro. Później przypomniałam sobie wyzwiska, jakie najczęściej padały pod moim adresem. Nie jestem idealna. Nikt nie jest. Nie każdemu się muszę podobać, ale nie zgodzę się z tym, że jestem brzydka. Mam symetryczną twarz, prosty nos, wielkie oczy, pełne usta, ładny kształt brwi, do tego nigdy nie miałam ani jednego pryszcza. Może nie wpisuję się w panujące kanony urody i nie mam typowo słowiańskich rysów twarzy, ale prawda jest taka, że gdybym założyła długą brązową/rudą/czarną perukę i wyszła na miasto, wszyscy mówiliby za moimi plecami ale laska! A że mój sposób bycia odciąga uwagę od wszystkiego innego... trudno. Może zrobię coś w kierunku pogodzenia tych dwóch kwestii, na przykład zostawię kolorowe włosy, ale odrzucę przerysowany makijaż? Zobaczymy, to już mój problem.

Wiecie, znalazłam dobry sposób na trzeźwe spojrzenie na samego siebie. Wziąć głupią kartkę, długopis i wypisać wszystkie swoje wady i zalety. Wyglądu i charakteru. Trzeba spojrzeć na to z dwóch różnych perspektyw - swojej i otoczenia. Zaznaczyć, co się w sobie lubi, a co chce się wyeliminować. Czego nie da się zminić, spróbować polubić. Wziąć się w garść i wpoić do głowy, że to nasze niedoskonałości czynią nas wyjątkowymi. Oklepany tekst? Prawdziwy.

Owszem, do przebycia jest długa droga, a pierwszy krok jest najtrudniejszy. Ale to jest całkowicie wykonalne.

etsuko keehl

We are beautiful, no matter what they say, words can't bring us down.
悦子 ケール
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii


Szablon wykonała
przegenialna Yzoja
tylko i wyłącznie dla mnie.